Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Patrick Lynch/Yale University / Archiwum
Książki

Pulsar promuje. Fragment książki: Cat Bohannon, „Ewa. Ewolucja jest kobietą”

Mężczyźni preferują śmierdzące koszulki owulujących kobiet, mniej podoba im się woń pach kobiet podczas menstruacji. Prawie żadnemu nie przypadł zaś do gustu zapach kobiecych łez. W przeszłości badania, które prowadziły do tego typu wniosków, wydawały się innym naukowcom zabawne, ale w dużej mierze je lekceważono. [Tekst także do słuchania]

Zapach mężczyzny

Znaczenie nosa w życiu ssaka jest nie do przecenienia. Nos mówi ci, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie, co możesz zjeść, a czym się zatrujesz, z kim fajnie będzie uprawiać seks, a kto może cię zabić. Dzięki węchowi możesz się nawet zorientować, czy tygrys pożarł ostatnio przedstawiciela twojego gatunku – dobrze wiedzieć, czy figurujesz w jego jadłospisie. Te informacje oraz zdolności węchowe naturalnie wpływają na twoje zachowanie. Na przykład możesz celowo maskować własny zapach, żeby unikać drapieżników, a drapieżniki mogą maskować swój, żeby sobie ułatwić polowanie. U najdokładniej przebadanych ssaków, czyli myszy i szczurów, węch odgrywa tak istotną rolę, że naukowcy mogą radykalnie zmienić zachowanie tych zwierząt przez zmianę zapachu ich środowiska.

Dotyczy to zwłaszcza zapachów właściwych danej płci. U samców gryzoni zapach moczu innych samców może wywołać stres lub wzbudzić zainteresowanie, w zależności od sytuacji, zupełnie zaś szaleją na punkcie moczu ciężarnej samicy, pachnącego bananem. W samicach gryzoni woń samczego moczu wzbudza ciekawość. Myszy i szczury płci żeńskiej uwielbiają wąchać legowisko przesiąknięte moczem samca. Będą szukać tego atrakcyjnego aromatu. Można wytresować taką samicę, żeby preferowała pewne miejsce w klatce albo w labiryncie, nadając mu zapach samczego moczu. Nawet gdy ten zapach wywietrzeje, samica będzie dalej kręciła się w miejscu, które poznała jako męski zakątek.

Prawdopodobnie ma to związek z męskimi feromonami: lotnymi związkami, których jest pełno w ślinie samca. Produkują je również maleńkie gruczoły na jego zadzie, więc feromony mieszają się z moczem. Wydaje się, że większość ssaków ma taki zapachowy system społecznej sygnalizacji. Świnie też wydzielają feromony w ślinie. U psów znajdziemy je w ślinie, moczu i pocie na zadku. W okresie godowym samce ssaków obsikują i ocierają się o wszystko wokół, żeby zaznaczyć swoje terytorium – rozsyłają w ten sposób wszędzie sygnały społeczne. Kozy mają obyczaj godowy, co do którego mogę tylko mieć nadzieję, że nigdy nie był częścią historii homininów: samce same się obsikują, tak że gęsty, piżmowy mocz pokrywa brzuszną stronę ich ciała aż do podbródka. Jak powie ci każdy hodowca kóz, ów mocz wydziela natychmiast rozpoznawalny i chyba najobrzydliwszy smród, jaki może poczuć ludzki nos. Zawiera putrescynę i kadawerynę – dwa związki organiczne wytwarzane przez zwłoki podczas rozkładu. Możemy przypuszczać, że kozie damy lubią ten mdły, słodkawy „zapach śmierci”.

Do niedawna naukowcy przyjmowali, że ludzie nie mają już feromonów. Niewiele bowiem zostało u nas z pomocniczego układu węchowego, szczególnego zbioru czujników i nerwów występującego u większości ssaków, który przebiega przez górne podniebienie, przez nos i wokół niego, i dalej przez osobliwy organ zwany narządem Jacobsona lub narządem przylemieszowym, wyspecjalizowaną ścieżką w kierunku części mózgu odpowiadających za seks i socjalizację. Gryzonie mają taki układ. Małpy (z wyjątkiem człekokształtnych) też. Nawet Purgi – przodkini naczelnych sprzed około sześćdziesięciu mln lat – prawdopodobnie go miała. Ale ludzie i inne małpy człekokształtne – nie.

Zapewne straciliśmy ów pomocniczy układ, bo Purgi i inne wczesne naczelne powoli ewoluowały, by stawać się bardziej wzrokowcami niż węchowcami. Może wynikało to stąd, że naczelnym żyjącym w koronach drzew było trudniej rozprowadzać „społeczny” zapach niż zwierzętom na ziemi. W każdym razie w procesie ewolucji naczelnych twarz stawała się coraz bardziej płaska. Oczy przesuwały się do przodu. Nos się kurczył. Może nawet wyłączały się niektóre węchowe geny, tak jak w wypadku ludzkiego genomu. W końcu zaczęliśmy poznawać świat wzrokiem, a nie węchem.

Purgi doświadczała w tych pradawnych okrytonasiennych lasach innej rzeczywistości sensorycznej niż jej potomkowie. Nie tylko dlatego, że same lasy się zmieniły. Aby przystosować się do życia wśród owocujących drzew, układ sensoryczny Ew naczelnych i odpowiadająca mu architektura mózgu zmieniły się w takim stopniu, że dla tych Ew jaźń stała się fundamentalnie inna w relacji ze światem. Kiedy pradawne naczelne wyewoluowały w małpy człekokształtne, układ węchowy zdążył ulec istotnej degradacji. Z narządu Jacobsona u człowieka został tylko niewielki kawałek tkanki, który na ogół kończy się ślepą rurką przy dolnej części zatoki nosowej. Chociaż w jakiś pierwotny sposób może być nadal połączony z układem dokrewnym, nie ma w nim nerwów ani ogólnej łączności, takiej jak u innych ssaków.

Być może jednak silny zapach pomaga w amorach w inny sposób. Do najwonniejszych części ludzkiego ciała należą krocze i pachy. Zapewne naukowcom trudniej prosić badanych o brudne majtki niż o brudną koszulkę, bo większość badań nad społecznym wpływem zapachu dotyczy woni spod pach. A może wynika to również z tego, że zapachy wytwarzane przez pachy wydają się mocniejsze niż te ze zdrowego krocza. Wy raźnie pamiętam jazdę taksówkami i autobusami w Marsylii, Stambule, Kairze, Dalianie czy Nairobi – w każdym z odwiedzonych przeze mnie miast, w których używanie dezodorantu nie jest czymś, co rozumie się samo przez się – w gęstych wyziewach z męskich pach. Właściwie słowo „zapach” nie oddaje tego zjawiska. Odór był wręcz namacalny. Dusił. Czynnie zmagał się z dolnymi rejonami mojego mózgu. Słodki, ostry, cierpki, mocny jak stary ser i stęchły jak jakaś dawno zapomniana jaskinia, był to zapach niewątpliwie męski. Wiem, jak śmierdzą kobiece pachy. Znam metaliczną nutę starej krwi menstruacyjnej, zapach niemytych włosów, maskującą woń zbyt obficie nałożonych perfum. Ale absolutnie nic, czym może zalatywać ciało zdrowej kobiety, nie może się równać z wrażeniem wywoływanym przez dojrzały aromat męskiej pachy.

Niewykluczone, że to wrażenie było dla mnie tak silne nie tylko dlatego, że męskie pachy wydzielają intensywną woń, ale także z tego powodu, że jestem kobietą odczuwającą pociąg seksualny do mężczyzn.

Naukowcy badają pewien ludzki hormon, który jest potencjalnym męskim feromonem. Nazywa się androstadienon (AND) – to lotny steroid obecny w pocie prawie wszystkich mężczyzn. Pod względem strukturalnym przypomina feromon występujący w ślinie samców świń, którego zapach sprawia, że samice dosłownie rozkładają nogi i przygotowują się na parzenie. U ludzi aż tak to nie działa. Pewne efekty jednak są: kiedy heteroseksualnym kobietom nałoży się trochę AND na górną wargę (naprawdę tak to wyglądało – naukowcy starannie nakładali patyczkiem kosmetycznym na górne wargi studentek stężony wyciąg z męskiej pachy albo, jeśli badali konkretnie AND, koncentrat uzyskany z jąder knurów), częściej uznają one pewnych facetów za atrakcyjnych seksualnie, częściej z przyjemnością rozmawiają z mężczyznami podczas tak zwanych szybkich randek (speed datingu), częściej wykazują szczególnie wysoką aktywność podwzgórza mózgu i częściej mają wyższe stężenie kortyzolu w ślinie. Takie rezultaty są zwykle wyraźniejsze, jeśli kobieta zbliża się do owulacji, co sugeruje, że jej wrażliwość na pewne związki wiąże się ze zdolnością wywęszenia dobrego partnera – chociaż bez USG dopochwowego i baterii badań krwi trudno precyzyjnie ustalić moment owulacji.

Badania wykazują również, że reakcje na zapach męskiej pachy są zależne od orientacji seksualnej. Jeśli zbadamy reakcje na AND u gejów, okaże się, że wykazują oni podobną aktywność w podwzgórzu jak heteroseksualne kobiety; u lesbijek natomiast brak takiej reakcji. W mniej bezpośrednim badaniu naukowcy machali śmierdzącymi koszulkami przed nosami mężczyzn homoseksualnych i heteroseksualnych oraz hetero seksualnych kobiet (chodziło o cały bukiet pachy, a nie tylko AND). Okazało się, że gejom szczególnie podobał się zapach innych gejów, ale mniej facetów hetero, kobiety natomiast wolały śmierdzące pachy mężczyzn homoseksualnych niż hetero seksualnych. Osoby transpłciowe M/K wykazywały podobną aktywność podwzgórza, jak heteroseksualne kobiety.

Znalazłam znacznie więcej badań na temat preferencji zapachowych kobiet niż mężczyzn. Nie wiem, czy to dlatego, że naukowców płci męskiej szczególnie ciekawi, czego pragną kobiety. Wśród prac dotyczących mężczyzn mamy słynne badanie, które wykazało, że panowie dają większe napiwki akurat owulującym striptizerkom – rzeczywiście dają, wyniki są powtarzalne, nie widać zaś tego efektu, kiedy kobieta przyjmuje antykoncepcję hormonalną – ale nie wiadomo, czy ma to coś wspólnego z zapachem (trudno powiedzieć, jaki dokładnie za pach czuje się w klubie ze striptizem). Mężczyźni preferują też śmierdzące koszulki owulujących kobiet, mniej podoba im się woń pach kobiet podczas menstruacji i kobiet mniej immunokompatybilnych, prawie żadnemu zaś nie przypadł do gustu zapach kobiecych łez, bez względu na status reprodukcyjny kobiet poddawanych badaniu. W przeszłości takie badania wydawały się innym naukowcom zabawne, ale w dużej mierze je lekceważono, bo czasem za mała była wielkość próby, a kiedy indziej efekt był niewystarczający. Problemy te nadal dotyczą części badań nad ludzkimi feromonami. Literatura na ten temat jednak się poszerza i w miarę, jak coraz więcej osób poddawanych jest naukowym „testom pachy”, zaczyna się wyłaniać bardziej przekonujący obraz. Chociaż feromony nie kierują nami w takim stopniu, jak innymi ssakami, ludzki nos może odgrywać pewną rolę w naszym życiu seksualnym.

Nie jest jasne, czy używanie dezodorantu – praktykowane przez człowieka od niedawna – eliminuje ten wpływ, tylko go zmniejsza czy w inny sposób zmienia sygnał zapachowy. Niektórzy naukowcy, zachłyśnięci świeżymi danymi, posunęli się do twierdzenia, że dezodoranty i pigułki antykoncepcyjne rozregulowują nam wrodzone czujniki pozwalające wywęszyć kompatybilnego partnera, przez co nasze potomstwo będzie bardziej narażone na choroby genetyczne. Nie jestem przekonana. Przy łączeniu się ludzi w pary w grę wchodzi tyle innych czynników – wygląd, zawód, tło kulturowe, regionalność – że test węchowy może się wydawać mniej istotny. Poza tym nasze przodkinie homininki przypuszczalnie miały mniejszy wybór partnerów: dziesięciu, może dwunastu miejscowych zalotników, a nie większość bazy użytkowników dowolnej aplikacji randkowej. Jako zdrowa współczesna Amerykanka mieszkająca w dużym mieście mam dosłownie milion potencjalnych kandydatów, spośród których mogę wybrać ojca mojego potencjalnego potomstwa, a wszyscy oni na ogół korzystają z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny, co pozwala im pożyć całkiem długo, nawet jeśli noszą liche geny. Zakładam, że taki szeroki wybór dawców nasienia ma większy wpływ na to, czy moje potomstwo uniknie katastrofy genetycznej, niż to, czy podoba mi się woń pach jakiegoś faceta, kiedy owuluję.

A jednak! Węchowa wyższość mojej, żeńskiej płci, owoc długiej ewolucji, wciąż ma się dobrze, a naukowcy wreszcie zaczynają rozumieć mechanizmy, które za tym stoją.

(Kobiecy) nos prawdę ci powie

To jedna z tych rzeczy, które wszyscy badacze ludzkiego powonienia po prostu akceptują: kobiety mają czulszy węch niż mężczyźni. Lepiej sobie radzą z wykrywaniem słabych zapachów, rozróżnianiem rozmaitych woni oraz – kiedy coś wywęszą – prawidłowym rozpoznawaniem, co to takiego. Chociaż niektóre z tych różnic występują już u noworodków, są szczególnie wyraźne u dorosłych kobiet w okresie owulacji i ciąży, słabną natomiast po menopauzie. Dlatego większość naukowców zajmujących się powonieniem uważa, że pewną rolę mogą tu odgrywać żeńskie hormony płciowe. Ponieważ taką węchową przewagę płci żeńskiej obserwujemy też u wielu innych gatunków ssaków, Purgi prawdopodobnie również ją miała. Nie wiemy, skąd dokładnie bierze się ta węchowa wyższość samic. Ale skoro powonienie pierwotnie wyewoluowało, by zwierzęta mogły wywęszyć okazję do seksu, pożywienie i niebezpieczeństwo, większość teorii dotyczących ewolucji kobiecego nosa nadal uwzględnia te trzy kategorie.

Zdolność wywęszenia mężczyzny obejmuje dwie z nich: taki osobnik nada się do seksu, ale może też być niebezpieczny. Chociaż u innych gatunków samce wysyłają dużo pachnących sygnałów społecznych, często to samice nieco lepiej niż samce potrafią takie sygnały wywęszyć. Jeśli się nad tym zastanowić, jest to dość dziwne, nie tylko dlatego, że samce ssaków społecznych bez przerwy raczą się wzajemnie swoim zapaszkiem, ale także dlatego, że większość samic ssaków nie jest cały czas gotowa do rozrodu. Z wyjątkiem króliczyc, które owulują w reakcji na seks, większość ssaczych dam wypuszcza feromony dopiero, gdy zaczyna ruję, żeby dać znać panom, że są gotowe. Miauczące kocury w zaułkach. Ogiery walące kopytami w ziemię. Samce większości ssaków potrafią wyczuć, kiedy samica jest zdolna do reprodukcji.

Skoro mężczyźni i kobiety mają po mniej więcej czterysta różnych rodzajów czujników (receptorów) zapachu, teoretycznie panowie powinni mieć lepszy węch, bo ich przewody nosowe są nieco większe niż u przeciętnej kobiety. W okresie dojrzewania chłopcom rosną większe nosy, które mają im zapewnić dostawę tlenu potrzebnego do obsługi ich większej masy mięśniowej. Typowy nastolatek będzie miał mniej więcej o 10 procent większy nos niż typowa dziewczyna podobnego wzrostu. Męskie nozdrza zasysają więcej powietrza i więcej cząsteczek zapachowych. A jednak kobiety wciąż są lepsze w wykrywaniu rozcieńczonych woni – czyli mniejszej liczby cząsteczek zapachu w danej ilości powietrza.

Coś sprawia, że kobiece receptory zapachu funkcjonują lepiej. Żeby ustalić, co to takiego, musimy przyjrzeć się różnicom płciowym w tkance nosowej. A także zajrzeć piętro wyżej, czyli do mózgu. Rozróżnianie zapachów wiąże się bowiem zarówno z detekcją, jak i dedukcją: trzeba wychwycić na tyle dużo woni, by wygenerować wystarczający sygnał, a następnie porównać go z tym, co jest zgromadzone w bazie danych.

W 2017 roku pewne urocze badanie na myszach pokazało, jak to może działać. Myszy nadal mają narząd Jacobsona (narząd przylemieszowy), ale mają też neurony receptorowe węchu, tak jak my – są to komórki nerwowe, które fizycznie kontaktują się z odorantami (substancjami zapachowymi) za pośrednictwem chemicznych „pułapek” w nosie, a następnie przekazują informacje o nich do opuszek węchowych w mózgu. Kiedy samice myszy coś wąchały, ich neurony receptorowe reagowały w szerszym zakresie i szybciej przekazywały informacje do mózgu niż analogiczne neurony u samców. Kiedy wszakże myszy wysterylizowano, stało się coś dziwnego: samice zaczęły rozpoznawać zapachy wolniej i w mniej zniuansowany sposób, samce zaś szybciej i bardziej szczegółowo. Oznacza to, że na mysi nos wpływają oba zestawy hormonów płciowych: estrogeny wzmacniają działanie neuronów receptorowych węchu, a androgeny w jakiś sposób osłabiają czy zakłócają powonienie. A ponieważ neurony receptorowe węchu u człowieka mają podobną strukturę, jak analogiczne elementy u innych ssaków, te same oddziaływania hormonalne prawdopodobnie dotyczą również naszych nosów.

Nie rozgryźliśmy jeszcze, czy takie hormonalne zróżnicowanie zdolności węchowych jest faworyzowane przez dobór naturalny, czy to po prostu przydatny skutek uboczny innych cech. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego gorszy węch miałby być kiedykolwiek użyteczny. Wiadomo jednak, że u kobiet zmysł powonienia wyczula się w okresie owulacji, i zupełnie łatwo możemy sobie wyobrazić, dlaczego taka cecha może być adaptacyjna. W końcu owulacja to taki moment u samicy ssaka, kiedy warto być wybredną. A że dla nas, kobiet ludzkiego gatunku, ciąża i poród są bardziej kosztowne niż dla samic innych zwierząt, musimy być dość ostrożne przy wyborze odpowiedniego samca.

Nie wystarczy przy tym lepsze przekazywanie danych z nosa do mózgu. Naprawdę ważne jest to, co mózg będzie po trafił z tymi danymi zrobić. Jak powie każda kobieta w ciąży, to nie jest tak, że wcześniej, siedząc przy stoliku w restauracji, nie czuła zapachu płynu do czyszczenia docierającego z łazienki. Owszem, czuła, ale teraz ta woń powoduje falę mdłości i negatywnych emocji – silny sygnał i silna reakcja – co oznacza, że za stolik zbyt blisko łazienki będzie zmuszona uprzejmie podziękować.

Ciąża jest w stanie zmienić zdolność wyczuwania zapachu, być może ze względu na zmiany w przepływie krwi w nosie. Ale prawdziwym powodem, dla którego nasza ciężarna kobieta musi zmienić miejsce w restauracji, podczas gdy jej towarzyszowi płci męskiej nic nie przeszkadza, jest to, że u niej zdolność wywęszenia toalety pojawiła się w innym momencie. Jej opuszki węchowe są po prostu zbudowane inaczej niż jego. W większości mózgu neurony tworzą rozgałęzione drzewa dendrytyczne – komórki nerwowe wyciągają długie ramiona, przypominające pajęczynę, które łączą się za pomocą synaps z innymi neuronami, formując łańcuch, by przekazywać impulsy nerwowe. Lecz w opuszce węchowej sygnały są bardziej rozproszone. Aktywowana tu komórka nerwowa na ogół rozsyła informacje we wszystkich kierunkach do innych pobliskich komórek. W tym sensie w unerwieniu opuszki węchowej mniej chodzi o uruchomienie łańcucha zdarzeń, a bardziej o wytworzenie kolejnych kręgów na wodzie.

W 2014 roku pewne laboratorium badawcze uznało, że dobrze byłoby sprawdzić, ile komórek znajduje się w opuszkach węchowych u kobiet, a ile u mężczyzn. Chociaż wielkość próby była stosunkowo mała – dostępność mózgów z ludzkich zwłok jest ograniczona – wyniki nie pozostawiały wątpliwości: kobiece opuszki węchowe mają o wiele więcej neuronów i komórek glejowych niż męskie, nawet uwzględniając różnice w rozmiarze. Ponad 50 procent więcej. No i opuszki węchowe kobiet są gęstsze. Biorąc pod uwagę, jak opuszki przetwarzają docierające do nich sygnały, gęstość może mieć duży wpływ na ich ogólne funkcjonowanie. Gęstość, a zatem i siła danego sygnału, zostaje wzmocniona. Kręgi szybciej rozchodzą się po wodzie. A ponieważ kobiety mają tyle samo receptorów zapachowych, co mężczyźni, główna różnica w układzie powonienia między płciami może kryć się właśnie w opuszkach.

Zważywszy na to, jak pierwotną strukturą są opuszki węchowe, ta różnica może występować od urodzenia. W tej chwili nie da się tego stwierdzić na pewno, ale nie zdziwiłabym się, gdyby w nieodległej przyszłości jakieś laboratorium postanowiło wrzucić trochę mózgów mysich noworodków do naukowego Vitamixu, żeby zobaczyć, ile neuronów znajdą w opuszkach węchowych samczyków, a ile u samiczek. Biorąc pod uwagę, że różnice w powonieniu stanowią tak intymną część nasze go doświadczenia, hipoteza o wrodzonych różnicach międzypłciowych w prassaczej części naszego mózgu zawsze będzie atrakcyjnym celem badawczym.

W skrócie

Purgi – Purgatorius – żyła 66–63 mln lat temu. To przodkini naczelnych, a więc także naszego aparatu sensorycznego, który narodził się u tych ssaków mieszkających w koronach drzew. To Ewa percepcji naczelnych: za jej sprawą kobiety odbierają świat zmysłami w taki, a nie inny sposób. Skamieniałości Purgi znaleziono w Fort Union Formation w Hell Creek, odległym zakątku północnowschodniej Montany. Małpo-łasico-wiewiórka.

Ewa. Ewolucja jest kobietąmat. pr.Ewa. Ewolucja jest kobietą

„Ewa. Ewolucja jest kobietą.
Kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii”
Cat Bohannon
Przekład: Agnieszka Sobolewska
Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 728